Archiwa z miesiąca: Listopad, 2009

JM kolejna noc 4.10.2010r.

lis
17

Po przebudzeniu spotkali się na rozmowie w salonie, podczas rozmowy Theodor zaczyna się dziwnie zachowywać i atakuje Orianę, po czym omdlewa i opada na podłogę. Po jego ocknięciu dochodzą do jakiegoś porozumienia i wychodzą. Przed wyjściem zauważyli coś dziwnego, wejście do piwnicy, którym wyszli zniknęło, lecz na razie to zostawili i wychodzą na zewnątrz do czekającego na nich Nika. Zabiera ich na przejażdżkę i pokazać jak można się pożywić i gdzie. Nie wszyscy są ostrożni i zabijają swoje ofiary podczas picia krwi. Jednak po krótkiej rozmowie z właścicielką terenu, na którym się żywili, zabierają ciała swoich ofiar i oddalają się bez większych szkód.  Wracając do zamku zrobili jeszcze trochę zakupów.

W zamku czeka na nich niejaka Lisa, szuka schronienia. Podczas rozmowy dzwoni do nich Nik, okazuje się, że ją w pewien sposób zna i prosi o przetrzymanie jej w zamku. Postanawiają, że zostanie z nimi. Po jakimś czasie idą do jakiegoś pomieszczenia, wszyscy idą za Lisą. Pomieszczenie jest dziwne, na środku jakieś lustro, Lisa go dotyka po czym zostaje wchłonięta do środka, zostają sami. Próbują się dowiedzieć co się z nią stało, John wychodzi z zamku i kieruje się do Chicago.

John po dotarciu do miasta został zaatakowany przez 3 mężczyzn. Udaje mu się z nimi zwyciężyć i kieruje się dalej. Wynajmuje samochód, robi niewielkie zakupy i znajduje jakiś pokój w motelu. Okazuje się, że ten motel znajduje się na terenie innego wampira, a nikt nie lubi jak się spędza dni na kogoś terenie. Dowiaduje się tego od Nika, który znalazł się w pokoju wynajętym przez Johna. Po krótkiej rozmowie spędza tu jeszcze chwile czasu korzystając z darów elektryczności po czym udaję się jeszcze dokupić kilka rzeczy i kieruje się do zamku. Reszta koterii w między czasie nadal szukała Lisy, tropów, czegokolwiek. Na samo zakończenie nocy pojawia się pewna sprzeczka między nimi, okazuje się że Oriana używała niektóre ze swoich mocy na reszcie koterii, ale doszli do porozumienia, po czym wszyscy położyli się spać.

Czytaj całość »

JM pierwsza noc 3.10.2010r.

lis
10

dSzeryf nie od razu przekonał część koterii na pójście z nim. Po pokazaniu kilku swych umiejętności, doszli do wniosku, że nie mają innego wyjścia. Do auta wrzucił dodatkowo 2 ciała znalezione gdzieś w zamku. Okazało się, że pojechali na spotkanie z księciem. Krótka rozmowa, po której odsyła wszystkich z powrotem do zamku, który ma być naszym schronieniem. Nik ma nam towarzyszyć; służyć radą i pomocą – być naszym przewodnikiem w te pierwsze noce. Po drodze wstępujemy do kilku sklepów na podstawowe zakupy. Dojeżdżając do zamku Nik nas opuszcza udając się na swoje terytorium.

Wkraczając na nasze terytorium okazuje się, że ktoś na nas czeka. Był to spokrewniony z Gary. Zabiera nas na spotkanie z księciem z tegoż miasta. Trafiamy do jakiejś opuszczonej fabryki. Okazało się to pułapką. Chciał nas zlikwidować bez wiedzy księcia. Udaje nam się wydostać i zlikwidować Rayana. Wracamy po tym wszystkim do zamku i przygotowujemy na przetrwanie kolejnego dnia.

Czytaj całość »

JM wspomnienia?

lis
4

ab Boczna alejka, blask latarni, cisza, czasem zakłócona jakimiś głosami z oddali, przejeżdżającym samochodem, smród wydobywający się z kanałów ściekowych, czasem przebiegający szczur, a może kot. Postać, a w zasadzie dwie, szarpanina, krzyki, które jednak szybko cichną. Krew, dużo krwi… Cisza, jakby nagle wszystko ucichło, jakby nagle czas się zatrzymał. Postać odwraca się, jej oczy, matko one chyba płoną, zęby jakieś wydłużone. Co się dzieje?! Próba ucieczki, te ruchy znacznie szybsze, czuję się jak ślimak. Ono jest przede mną. Ta twarz, oczy przekrwione, zęby wydłużone, matko co się dzieje?! Krew, dużo krwi…

c

Barwy, obrazy, miejsca, wszystko rozmazane… Dźwięki zniekształcone… Brak poczucia czasu… Brak poczucia miejsca… Co się dzieję?! Krew, dużo krwi…

Otwiera oczy. Co za ból, jakby setki igieł przekuwało głowę. Traci przytomność…

Ocknął się. Otwiera oczy. Obraz z trudem dociera do niego. Jednak powoli dochodzi do siebie. „Co się ze mną dzieje? gdzie ja jestem? kim ja jestem?” Wiele pytań po głowie chodzących… Leży, coś dołączone do ręki, wygląda jak kroplówka, czerwona kroplówka. Sporo osób kręcących się obok niego. „Gdzie ja jestem?…” Pytania zaprzątają jego głowę…

„Co jest k…!!!! Moja klatka piersiowa, ona jest otwarta. Widzę moje cholerne kości!?!?!#?@?!!” Traci przytomność…

Otwiera oczy. Jego kości nadal na wierzchu, jednak teraz jest trochę inaczej. Czuje się silniejszy. Jego rany, przeciera oczy, bo nie może uwierzyć. Jego rany się zasklepiają… „Jak to jest możliwe?!? gdzie ja jestem? kim ja jestem? czy ja nie żyję?!?!”

Ktoś go zdziera z łóżka, początkowo pomaga mu iść, jednak po chwili kroczy o własnych siłach. „Idź tam” zapewne miała na myśli postać wskazując mu drzwi palcem. Cóż mógł zrobić, poszedł. Drzwi otwierają się, więcej światła, jakiś duży stół, krzesła, kilka postaci w środku. Siada na krześle.

„Jak to jest do cholery możliwe, że przyszedłem tu, teraz siedzę przy stole z moimi wnętrznościami na wierzchu?? I dlaczego nie mam pulsu, dlaczego nie oddycham, a mimo to siedzę przy tym cholernym stole i widzę, słyszę i czuję. Co się ze mną dzieję, gdzie ja jestem i tak właściwie kim ja jestem? Jakieś prawo jazdy w mojej kieszeni. Tak, to muszę być ja; John Mardok. Mało to mi daje, ale zawsze to coś. Spróbuję się czegoś dowiedzieć od nich, hmm… tego jakbym znał skądś.”