Archiwa z miesiąca: Grudzień, 2009

JM kolejna noc (chyba … )

gru
30

Budzą się w zamku, ale coś jest inaczej. Mgła na podłodze, jak wychodzą wyżej, zamek nie do poznania, wszystko odnowione, ale jakby z dawnych dziejów. Okazuje się, że Brown na nich oczekuje. Idą do niego nie mogąc uwierzyć co widzą. Rozmawiają z Brownem, opowiada im o tym miejscu, jak się tu wzięli i gdzie są. Powrót byłby ciężki, ale dzięki rytuałowi, w którym Brown poświęca swoje życie wracają do swojej rzeczywistości.

Okazuje się, że jest noc wcześniej. Przeszukują zamek w poszukiwaniu testamentu, znajdują pierścień, małe zamieszanie w zamku, strzelanina. Jadą do kancelarii, biorą kosz ze ścinkami.

Potem postanawiają spotkać się z Markiem. Po niewielu wskazówkach udaje jednak im się spotkać z nim. Od niego dowiadują się kilku rzeczy, wyjaśnień. Po czym wracają do zamku i kładą się spać.

Czytaj całość »

JM kolejna noc 8.10.2010r.

gru
23

John Mardok oraz Oriana Balzak byli na kolejnej próbie załatwienia funduszy. Tym razem uderzyli w klub dobrze ubranych nudnych bogaczy. Nie udało im się nic wyciągnąć od nich. Wracają do zamku. Po drodze zauważają zapewne prostytutkę stojącą przy drodze już bezpośrednio do zamku. W zamku nie spędzają dużo czasu, gdyż dzwoni do nich szeryf. Okazuje się, że chodzi o dostarczenie jakiejś paczki do spokrewnionego w Gary. Odbierają paczkę od posłańca szeryfa i ruszają.

Przy wyjeździe z zamku znów stoi ta kobieta, którą John i Oriana mijali parę chwil wcześniej. „Z” zatrzymał się, żeby podwieźć Lilith; gdyż tak miała na imię. Po drodze rozmawiają na różne tematy, po czym wysadza ją na jakimś zajeździe. Dojeżdżają pod wskazany adres czym się okazuje bardzo okazała willa.

Lokaj wprowadza ich do właściciela willi. Poznają Billa ( Kill Billa). Paczką okazała się jakaś butelka ze starym trunkiem. Jednak wyprawa okazała się ciekawa, gdyż okazuje się , że Bill zna Mardoka i w przeszłości mieli złe relacje. Mardok dostaje warunek od Billa, 10 dni na oddanie jego własności, albo skończy marnie. Potem chwilę siedzą na przyjęciu u Billa, po czym wracają do zamku i tam spędzają resztę nocy.

- Kurde, Oriano musimy jednak rozważyć jakiś inny plan, nie jest to takie łatwe jak myśleliśmy niestety. – Powiedziałem do Oriany, jak wracaliśmy z akcji zdobywania funduszy. Niestety kolejne fiasko. Cóż, trza będzie to trochę lepiej przemyśleć, może wtedy zacznie się udawać.

hNoc była pochmurna, rzekłbym mroczna, księżyc ledwo co był widoczny zza chmur, ale na szczęście nie padało. Wracamy do zamku, Oriana prowadzi. Zamek jest super schronieniem, bo na odludziu, mamy spokój, ciszę, ale cholera kawałek się jedzie. Ta sama droga, ale coś się zmieniło. Jakaś piękna istota stoi na drodze, ciekawe, może zabłądziła, wygląda bardzo przyjaźnie, no i proszę, jest prawie naga, hehe. Chętnie bym jej pokazał drogę, lub coś innego, ale niestety Oriana się nie zatrzymuje.

W zamku nie zdążyliśmy prawie nic zrobić, gdyż zaraz po przybyciu dzwoni do nas szeryf z pewnym zadaniem. Zgadzamy się po krótkiej rozmowie. Okazuje się, że mamy zawieść jakąś paczkę do pewnego jegomościa w Gary. Po otrzymaniu paczki od kuriera szeryfa, przygotowujemy się i ruszamy do Gary.

Czytaj całość »

Christopher Wilson „Sens”

gru
10

Nowy świat otwiera się powoli odsłaniając swe karty niczym nigdy niekończąca się księga. Każda noc jest jak bitwa, walczymy o zachowanie rozumu, przedłużenie bytu, pozostawienie resztek człowieczeństwa. Co zmierzch wstajemy ze swych leży niczym pradawne zapomniane potwory, po to tylko aby przetrwać w bolesnym uścisku naszych nieludzkich słabości.

Śmiertelników i krwiopijców łączy przynajmniej jedna ważna rzecz, cel, coś co wyznacza kierunek, coś co czyni że przynajmniej w małym procencie nasze egzystowanie ma jakiś sens. Miasto w którym egzystujemy jako nieumarli, a raczej w jego cieniu, daje możliwości, uczy i doświadcza, zabija jednocześnie dając życie innym, jednak ku mojemu przerażeniu jest to tylko mały odsetek tego jak wielka jest liczebność naszego gatunku. Kiedy jako człowiek spoglądałem na te wielkie metropolie byłem pod wrażeniem ogromnych przestrzeni jakie otwierały się przede mną.  Teraz duszę się smrodem jaki roztaczają wokół siebie inni krwiopijcy, jest ciasno, każdy następny krok musi być przemyślany i dobrze zaplanowany.  W pewnym sensie zazdroszczę Mardokowi że kiedyś miał możliwość wysyłania do piekła poczwar takich jak my.

Gdybym tylko był na tyle silny aby przeciwstawić się miażdżącej władzy najpotężniejszych wampirów tego miasta, gdybym miał równą sobie koterię, razem moglibyśmy wprowadzić nowy porządek, stan rzeczy nieznany jeszcze przez obecne książęta, świat idealny, taki w którym równowaga pomiędzy nami a ludźmi trwałaby bez końca. Dlaczego oni tego nie widzą że symbioza jaka mogłaby wyniknąć z tego faktu byłaby krokiem milowym w rozwoju nie tylko społecznym ale taż i technologicznym. Razem nasz świat stałby się doskonalszy, prawie idealny. Niektórzy powiedzieliby że to tylko pobożne marzenia ale dla mnie jest to bliskie i realne, co dzień śnie o koszmarach tego świata które mógłbym pokonać, wystarczy tylko sięgnąć i naprawić to co zepsuły pokolenia drapieżników jakimi jesteśmy.

Wiem że czeka mnie jeszcze długa droga, wiem że mogę okupić to swoją egzystencją, ale wiem też że jest to moje przeznaczenie. Będę czerpał siły z krwi moich wrogów, będę używał ich broni przeciwko im samym, będę uczył się na ich błędach aż w końcu ich potęga stanie się moim atutem, a kiedy to nastąpi żaden z nich nie będzie mógł o sobie powiedzieć………….drapieżca………..

JM kolejna noc 5.10.2010r.

gru
8

Noc pochmurna, pada delikatny deszcz, jest chłodno. Siedzą w zamku po przebudzeniu się z dziennego snu. Dzwoni do nich szeryf i każe się stawić pod pewnym adresem na spotkanie. Jadą wszyscy oprócz Thomasa, który zostaje na zamku, „Z” prowadzi. Oczywiście pędzi jak szalony i znów ma problemy z autem. Zwrócili uwagę patrolu, jednak udało im się z tego wybrnąć, Oriana się odłącza od reszty, ale po jakimś czasie wszyscy stawiają się pod wskazanym adresem.

Wchodzą do jakiegoś budynku, jakby muzeum woskowych postaci. Spotkanie jest w sporej sali, gdzie znajduje się duża liczba zapewne spokrewnionych. Okazuje się, że szeryf ogłasza krwawe łowy na osobnika zwanego Rick Yellow. Po jakimś czasie wychodzą, z wyjątkiem Oriany, która jeszcze zostaje na chwile. Po dłuższej chwili wszyscy ruszają w drogę powrotną do zamku. Znów mają przygodę w drodze. Wplątują się w jakiś pościg. Prawie wypadek. Mają starcie z kilkoma uzbrojonymi ludźmi. Okazuje się, że ściganym był właśnie Rick Yellow. Udaje im się wprowadzić go w letarg oraz jeszcze jednego, który był zapewne ścigającym i zabierają ich do zamku.

Z tego nieznajomego Cristopher próbuje ukraść moce witalne, odnośnie Ricka dzwonią po szeryfa. Przyjechał, zobaczył i pozwolił z nim zrobić co chcemy, on ma nie żyć. Oriana próbuje z Ricka wyssać siły witalne. Po czym szeryf odjeżdża.

Do końca nocy i przez najbliższe dni pracują, próbując jakieś niewielkie plany wprowadzić w swoje nieżycie, trochę z powodzeniem, trochę też i nie.

Czytaj całość »

Theodor “Z” Blake „Dziecię Nocy – Pamiętnik”

gru
7

To co stało się tamtej pamiętnej nocy będzie koszmarem do końca moich dni.. a jeśli rzeczy będą miały nadal taki obrót będzie to bardzo długi koszmar.

II

Chciał bym móc wyjaśnić co się w tedy stało – jednak zdobycie tej wiedzy nie wydaje się takie proste. Stałem się można by rzec potworem – żywiącą się krwią nieumarłą istota. Myśliwym. Kilka miesięcy wraz z detektywem i Orianą nie opuszczaliśmy zamku bojąc się otoczenia które się zmieniło. Do przetrwania potrzebna była krew. Cierpka i nieprzyjemna krew zwierząt. Szczuty koty i wszystko co miało w sobie odrobinę tej krwistej posoki nadawało się do spożycia. Ale ludzka krew była inna. Ciepła, przyjemna, dająca niebywałą przyjemność podczas pożywiania się. Upiornego aktu ale jakże przyjemnego. Jest  to dla nas ambrozja. Najwspanialszy napój dający niebywałe możliwości. Poznawaliśmy samych siebie zadając sobie codziennie pytanie. Dlaczego tym się staliśmy. Co to oznacza. I czy jest takich istot więcej…

vampirjpgOdpowiedzi zaczęły przychodzić od 3 października 2010 roku. Do naszego Zamku przyjechał jak się przedstawił Szeryf Stiven Gross. Szeryf na usługach księcia tego miasta Victorii Palermo. Szeryf to stanowczy i nieodgadniony jegomość, nie wiem czy widziałem go bez cygara w ustach. Nie wydawał się wrogo nastawiony. A my nie mieliśmy innego wyjścia jak robić co każe czyli udać się na spotkanie z księciem. Ku naszemu zdziwieniu wyniósł z zamku dwa ciała. Nie wiedzieliśmy nic o ich istnieniu.

Po drodze nie był zbyt rozmowny. Wyciąganie jakiejkolwiek informacji okazywało się niemożliwe.

W końcu stanęliśmy przed obliczem Księcia. Piękna i elegancka Victoria Palermo. Zmysłowe usta, hipnotyzujące spojenie. Gotów bym był zrobić dla niej wszystko gdyby poprosiła.. Tak wydawało mi się gdy ja pierwszy raz zobaczyłem.. Była najwyższa „rangą” w społeczności w której niechcący znaleźliśmy się. Społeczeństwie Wampirów. I miało się okazać w przyszłości że nie jest to tak małe społeczeństwo.

Te ciała które szeryf wsadził do bagażnika zabrali gdzieś do innego pomieszczenie. I tutaj – jak by całej tej koszmarnej maskarady było mało wcześniejsze zwłoki dołączyły do nas jako współtowarzysze nasze niedoli.  John Mardok i Thomas McMaden. Ich „pobudka”  była inna od naszej. Stracili doszczętnie pamięć i nic nie pamiętali z swojego śmiertelnego żywota. Wydawało mi się ze już nic taj nocy nas nie zaskoczy..

Nasza egzystencja najwyraźniej nie miała się jeszcze zakończyć. Książę pozwoliła nam żyć, gdyż szczęśliwie nasz „dom” znajdował się na neutralnym terenie. zaś naszym przewodnikiem po nocnym Chicago został Nik. Śmieszny typ który dużo mówi ale z tego jego gadania to tylko nic nie znaczący bełkot wychodzi. Ale zawsze to coś.

Czytaj całość »

Cristopher Wilson „Źródło”

gru
4

Rzeczą naturalną jest ciekawość, człowiek który nie wykazuje jej objawów najprawdopodobniej nim nie jest, lub jest tylko jego namiastką. Do czego zmierzam ?

Nieprawdopodobne zdarzenie które miało miejsce parę miesięcy temu w równie niesamowitym dworze, doprowadziło do całkowitego unicestwienia mojego „postrzegania” które rozwijałem i udoskonalałem przez tyle lat jako człowiek i jako śledczy. Świat w którym żyłem i kochałem okazał się być „szkolnym przedstawieniem”, na tyle infantylnym i bezsensownym że dotychczasowe pojęcie „zło” stało się bezużyteczne i niezmiernie marne w porównaniu do tego co kryje się za niewidzialnym całunem ciemności.

Bestia

Bestie przemierzające nocny mrok, nieśmiertelne, wiecznie głodne krwi żyjących oraz pozbawione jakichkolwiek znanych nam uczuć stanowią najwyższy stopień drabiny pokarmowej. Przerażające, prawda ? Ta nasza wrodzona ciekawość każe nam zadać pytanie, czy jest to następny szczebel rozwoju ewolucji człowieka ? Czy też makabryczny wytwór Boskiego umysłu który w swej nieskończoności postanowił zabawić się kosztem swoich dzieci ? A może są one stworzeniami z piekieł ? Wysłane przez diabła mają utwierdzać nas o jego istnieniu, jest to bardzo możliwe biorąc pod uwagę ich naturę.

Ale skończmy z tymi przypuszczeniami, w ten pamiętny dzień o którym mówiłem stałem się jedną z tych bestii, wspomnienia nie są pełne, być może silne emocje które temu towarzyszyły zatarły tę część pamięci. Wilgoć, zimno przeszywające ciało, ciemna piwnica, migoczący blask lampy tak słaby jak moje drętwiejące ciało, smród pleśni i kurzu przytłoczony intensywnym zapachem krwi, zabijam człowieka, kule przeszywają go na wylot, wydaję mi się że widzę twarze które znam, ale są puste, bez wyrazu…..martwe….Do dziś nie wiem jak się to stało, kiedy się ocknąłem nie było we mnie życia, nie czułem nic, nie wiedziałem nic, pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę brzmiała …”Narodziłem się od nowa jednocześnie umierając”…Stan ten bezsprzecznie daje nadludzkie możliwości, ale pytanie brzmi, do czego one są potrzebne ? We wszystkich przypadkach ewolucja genetycznie nadaje pewne szczególne umiejętności każdemu gatunkowi tak aby jego szanse na przetrwanie rosły, zatem czy moce posiadane przez nas są narzędziem ułatwiającym tropienie i zabijanie ofiar którymi są ludzie? Czy też jest to mechanizm obronny przeciwko własnemu gatunkowi ?

Nie potrafię na to odpowiedzieć, jedno jest pewne, jesteśmy istotami które są zmuszone i do jednego i do drugiego, odczuwamy niepokojącą satysfakcję karmiąc nasza mroczną naturę krwią która budziła kiedyś obrzydzenie. Zastanawiając się nad tym dłużej zadaje sobie kolejne pytanie, jaki jest cel naszego egzystowania ? Po co ktoś taki jak ja miałby tkwić na tej ziemi w nieskończoność ? Może mamy misje od Boga, być może jest to pokuta a ja jestem w czyśćcu, może jesteśmy błędnymi rycerzami którzy wieki temu zapomnieli o swoim przeznaczeniu gubiąc się w niezmierzonej nienawiści ludzkiej.

Anioł

A może jesteśmy tylko wybrykiem natury, pomyłką którą ktoś lub coś w końcu naprawi. Jestem tym czym jestem, nie podoba mi się to ale nie zamierzam tego marnować, prędzej czy później znajdę odpowiedzi a kiedy to nastąpi mrok rozstąpi się ukazując światło prawdy na które będę czekał aż do końca istnienia….

Tak więc co ty na to przyjacielu ? Powiesz mi coś w końcu czy będziesz tak milczał przez wieczność ?…………no tak, tak przypuszczałem, w końcu jesteś martwy…..