Chicago – dzień po przybyciu…

paź
10

Rok 1973  Chicago, Calumet City

Hotelowy pokój. Zaciągnięte zasłony. Światło neonu rozprasza mrok. Cicha muzyka płynie z magnetofonu szpulowego.  Na łóżku siedzi czarnoskóry mężczyzna. Pali papierosa.

Brzydkie miasto, zimno i deszcz, pogoda pod psem, nie to co Nowy  Orlean…

Zaciągnął się.

Ale Ojciec chce żebym tu był, a on źle znosi odmowę.

Uśmiechnął się krzywo.

A teraz znowu gdzieś zniknął, i jak zwykle muszę sobie radzić sam. Dobrze, że Baron skontaktował mnie z lokalnym zgromadzeniem Vodun, potrzebują Houngana, idealnie się składa…

Wypuścił kółko dymu.

No i dał mi ten numer telefonu do organizacji która ma mi pomóc.  Argentum Astrum…  Czyżby to był ów mistyczny zakon założony przez Aleistera Crowleya na początku XX wieku? Zakon Srebnej Gwiazdy – tak to się nazywało? Może tylko zbieżność nazw…  Hmm… Zobaczymy…

 

Mężczyzna zgniótł papierosa w popielniczce i sięgnął po telefon…

Musisz być zalogowany by móc odsłuchać tło muzyczne

 

Jedna odpowiedź do “Chicago – dzień po przybyciu…”

  1. avatar Camarilla pisze:

    Prawda może być dla nich bolesna, niemniej, kiedyś będziesz musiał powiedzieć im.

☛ Musisz być zalogowany by móc napisać komentarz