Nieprzemyślane działanie

sty
18

Pokój, w nim 3 postacie. Jedna z nich leży nieprzytomna na biurku, w tle słychać muzykę, w powietrzu unosi się delikatny zapach kokosa.

Do postaci leżącej zbliża się jedna z postaci.

Ma założone rękawiczki, w dłoni trzyma skalpel.

- Zobaczmy, cóż my tu mamy.

I z precyzją chirurga zaczął wyciągać kule z ciała mężczyzny leżącego na biurku.

Niby nie odczuwam bólu, ale jakież to nieprzyjemne.
Tylko w sumie co jest nieprzyjemne, uczucie wyciągania kul, czy też poczucie własnego niepowodzenia i wstyd przed nierozważną akcją? Dobre pytanie…

Ale może od początku, przeanalizujmy to zajście. Zaczęło się całkiem ciekawie…

Pomieszczenie, w nim stoi stół, 2 sofy, 2 fotele, 6 postaci. Reszta otoczenia nie jest ważna.

Kobieta siedzi na jednym z foteli, na drugim fotelu na przeciwko niej siedzi mężczyzna, są najstarsi w pomieszczeniu, najbardziej doświadczeni.
Na jednej sofie siedzi dwóch mężczyzn, na drugiej sofie kobieta i mężczyzna. Ich bagaż doświadczeń jest znacznie mniejszy, jednak nie można go nazwać malutkim.

Spotkanie rodzinne, he. Któż by przypuścił. Szkoda, że dopiero teraz to spotkanie miało miejsce, powinno się odbyć dawno dawno temu. Plany są do zaakceptowania, wręcz mogę powiedzieć, że mi się podobają.

Odnaleźć Thomasa, pogodzić się z Willsonem i postarać się, aby nasza rodzina weszła do Loży.

Thomas, ma go Charon. Teraz chce coś od „Z”, cholera wie co to może być. Muszę z nimi o tym porozmawiać. Ten cholerny Charon. Zapewne gdzieś siedzi w Gary, ale jak do niego się dostać, ehh…

Willson, brat mój. Myślałem, że zaginął. Mam go przywrócić na domenie – rozkaz księcia. Qrwa, jakbym wiedział, że jest gdzieś w zasięgu już bym to dawno zrobił. To był dziwny okres, wtedy… Nie byłem sobą. Tak, muszę się z nim zobaczyć.

Konklawe musi wyjść super. To zadanie Oriany i muszę jej pomóc w tym jak tylko będę mógł.

Jeszcze dwa prezenty, książę jak chce potrafi być hojny. Ha i dobrze, czasem tak trzeba. Broń jest super, potrenuję później, aby sprawdzić jak działa. Teraz do Magotha, z drugim podarunkiem w celu udobruchania obywatela. Muszę to załatwić i mieć z głowy, nie mam czasu teraz na te brednie. Ciężkie nie jest, ciekawe co za model zegarka książę zdobył dla szanownego Lucjana…

Dźwięk metalu uderzającego o szkło, gdy kolejna kula wyleciała ze szczypiec do szklanej misy.

- No, połowa za nami…

Na czym to ja…

A tak, jedziemy do Magotha, wszyscy jedną limuzyną. Wszystko miało być tak pięknie…

Nagle wszystko potoczyło się tak szybko. Ze śmieciarki jadącej przed nami leci rakieta w nasze auto, po czym nie wiem jakim cudem, jakby nagle zmieniła tor. Uderzyła w auto obok, wybuch. Bill wjechał w słup. Część zaczyna uciekać, chować się.

Taaakkk… Ja też tak mogłem zrobić. W sumie to nie wiem, czego chciałem dokonać. Wypróbować broń? Nie wiem, wiem jednak to, że miałem tego dość i chciałem się wyżyć, tak to będzie chyba odpowiednie słowo.

Wszystko działo się w sekundach, stałem całkiem odsłonięty, w zasadzie to nie postałem zbyt długo. Reszta to jakieś przebłyski. Pozostali działali i udało im się dotrzeć do zamku. Przynajmniej tyle. O szczegóły wypytam już ich jak mnie przywróci do świata nieżywych książę…

Ostatnia kula wylądowała w naczyniu. Chirurg odszedł, ściągnął rękawiczki, wytarł ręce i zaczął zbierać swoje przedmioty. Trzecia postać, nie odzywająca się do tej pory podeszła do postaci leżącej na biurku i nachyliła się nad nim.

- Chciałeś zostać bohaterem synu? – Zadał pytanie po czym rozrywając skórę na swym nadgarstku przybliżył go do ust postaci leżącej na biurku. Tamten zaczął pić, pił przez chwilę po czym się opanował.

Wstał, poczekał, aż chirurg wyszedł. Dopił się krwi.

- Ojcze, jak to się dzieje, że jak wracamy od ciebie, czy też z konklawe, czy też z innych spotkań, stajemy się obiektem napadów. Wydaje mi się, że będę musiał zainwestować w czołg, może wtedy będziemy się mogli poruszać po tym mieście bezpiecznie.

Książę oderwał się od obrazu wiszącego na ścianie i popatrzył na Johna.

- Biedny mały Mardok, cały świat przeciwko niemu. Pamiętaj synu, że następnym razem jak wpadniesz w letarg będziesz musiał odespać ten czas, chyba że ktoś z twojego rodzeństwa cię wybudzi. – Powiedziawszy to, nie czekając na wyjaśnienia skierował się do drzwi i wyszedł.

Biedny, mały Mard… Ja pierd… Co on sobie do cholery myśli. Qrwa, następnym razem w aucie będę miał tyle broni, że led…

Chociaż w sumie. W sumie to chyba ma rację. Muszę zejść na ziemie i być gotowym, na wszystko. Na cios z każdego zasranego zakamarka tego zasranego miasta. Tak… Trzeba się wziąć za siebie, pozałatwiać to co miałem do załatwienia i potem zacząć realizować plany rodziny.

Tak, myślę, że to jest dobra koncepcja…

Po czym przebrał się w nowy garnitur i udał się do swojej koterii.

Musisz być zalogowany by móc odsłuchać tło muzyczne

 

Jedna odpowiedź do “Nieprzemyślane działanie”

  1. avatar Camarilla pisze:

    Nie przewidując zagrożenia – nie sposób się przed nim obronić.

☛ Musisz być zalogowany by móc napisać komentarz