Na szczycie wzgórza ,obok sterty kamieni, ze spękanej i spalonej słońcem ziemi wyrasta niewielki krzew. Spragniony i osamotniony, jedynie od czasu do czasu smagany powiewem wiatru, który w ten sposób daje o sobie znać.
Tym razem jest inaczej. Nawet jedyny przyjaciel wiatr się nie pojawił. Nomadowie zamieszkujący te ziemie uznaliby to za omen, znak nadejścia czegoś czego nawet nieśmiertelny pustynny wiatr się lęka. Mieliby rację.
Ciszę przerywa głuche dudnienie, to ziemia drży. Małe drobinki pisaku podskakują rytmicznie z każdym wstrząsem. Potężny wierzchowiec parsknął, uderzając okutymi kopytami nieopodal krzewu. Jego długa kasztanowa grzywa opadła ciężko na bok. Jeździec gładzi grzbiet konia skórzaną rękawicą by go uspokoić. Po chwili zeskakuje poprawiając długą pelerynę. Odziany w zbroję rycerską i tunikę z symbolem krzyża sprawia wrażenie niepokonanego, chociaż jego ekwipunek ewidentnie pochodzący z zachodu nosi znaki przebytej podróży. Przypasany do rumaka miecz również sprawia wrażenie sfatygowanego. Rycerz jest daleko od domu. Co go sprowadziło aż tutaj?
Ziemia Święta – słychać jak cicho sam do siebie mówi, a jego głos jest niski i spokojny. Powolnym ruchem dłoni zdejmuje z głowy kolczy kaptur, uwalniając tym samym długie, delikatnie pofalowane blond włosy, które w palącym słońcu wyglądały niczym złota przędza. Intensywnie zielone oczy skierował w stronę południa. Tam na horyzoncie maluje się wielkie miasto, otoczone potężnym kamiennym murem. Wśród pustynnego krajobrazu wydające się być warownią nie do zdobycia.
Jeruzalem – znów cicho do siebie wyszeptał.
Sięgnął do juk wydobywając bukłak z wodą. Kiedy miał zamiar ugasić swe pragnienie, zauważył mały krzew rosnący tuż pod jego stopami. Rycerz przykucnął. Wstrząsy nie ustały, są coraz silniejsze. Mężczyzna przygląda się roślinie, po chwili wylewając parę kropel wprost na krzak. W oddali słychać wołanie, które wyrywa jeźdźca z zadumy. Powstał i skierował swój wzrok na północ. Ogromna armia wlewa się na stepy. Pośród europejskich herbów widnieje symbol krzyża. Majestatyczna siła, która wprawia ziemię w drżenie. Potęga , której lęka się nawet wiatr. Przychodzą zdobywać i walczyć za wiarę.
Oblężenie Jerozolimy 15 lipiec 1099 rok.
Pod murami zawrzało. Wielka armia roztacza się wkoło niczym morska fala. Tłumy rycerzy i żołnierzy czekają na rozkazy od swojego dowódcy. Nad morzem zbrojnych góruje ogromna drewniana konstrukcja zwana wieżą oblężniczą. Okrzyki bitewne odbijają się echem od kamiennych murów miasta.
Naprzód wysuwa się ten sam mężczyzna , który jeszcze parę dni temu podlał maleńki krzew na wzgórzu nieopodal. Jego rumak kroczy dumnie przed szeregami. Okrzyki milknął kiedy rycerz wznosi miecz.
Wtem rzecze:
Zapamiętajcie ten dzień !
Bo w tym dniu wiara zwycięży herezję i pogaństwo!
Jeszcze dzisiaj grób Chrystusa zostanie oswobodzony z rąk niewiernych!
I to wy tego dokonacie!
Ja Godfryd z Bouillom obiecuję wam to!
Na mój honor i moją wiarę!
Inaczej spłonę w piekle!
Nie lękajcie się płomieni!
Nie lękajcie się strzał!
Nie lękajcie się głazów!
Nie lękajcie się ich ostrzy!
Albowiem jesteście naznaczeni przez Boga i to On was chroni i prowadzi!
Bądźcie błogosławieni obrońcy grobu Chrystusa.
☛ Musisz być zalogowany by móc odsłuchać tło muzyczne






„Pilną sprawą jest istotnie, abyście pospieszyli na pomoc waszym braciom mieszkającym na Wschodzie i bardzo potrzebującym pomocy, jaką im tyle razy szlachetnie obiecywaliście. Turcy i Arabowie natarli na nich, jak to wielu z was z pewnością słyszało, i wtargnęli także w granice Romanii aż do tego miejsca Morza Śródziemnego, które nazywają Ramieniem Świętego Jerzego, rozszerzając coraz bardziej swe zdobycze na ziemie chrześcijan…”
- wg. Fulchera z Chartres – słowa papieża Urbana II