Trochę czasu minęło .. ale w końcu zaczynam to ogarniać więc skorzystam z chwili kiedy moi nowi „mroczni przyjaciele” mają swoje zajęcia.
Ale od początku…
I
Wszystko zaczęło się od tej pierdolonej sprawy z duchami . A nie, jeszcze wcześniej.. niech już to będzie porządny dziennik…

Wszystko zaczęło się od tego pierdolonego wypadku w NASCAR. Drzwi do kariery zamknięte, i tym samym źródło zarobku. Zostało mi tylko zajęcie się znowu reporterką. No i tak przyczepiłem się szukając ciekawego artykułu do detektywa Wilsona. Christophera Wilsona. Ciekawy jegomość tak na marginesie. Prowadził sprawę, która z nadzieją dla mnie nadawała się na niezła historyjkę. No i tak znaleźliśmy się w domu którym miało straszyć. Dom… Nazwał bym to raczej zamkiem rodem z średniowiecznej europy.
Zamek jak zamek – taki nowocześniejszy… oświetlenie, woda, kible, dużo pomieszczeń, ale wszystko trudno dostępne bo generator który znaleźliśmy był niesprawny. Trochę stary typ ale powinien działać gdybym nad nim posiedział ale nie było na to czasu.
Hmm zapomniał bym.. dziwna sprawa.. Była z nami jeszcze panna Oriana Balzak.. nie wiem dlaczego o niej zapomniałem. Babeczka cudeńko.. gdyby nie jej charakterek….ciałko, ruchy… usta… No nic. Oriana dziedziczyła ten dom po jej krewnym dlatego się pojawiła z nami. A i był tam jeszcze jeden, jak by go nazwać – opiekun majątku. Taki kościelny, albo raczej zamkowy. He he, ciekawe czy moje dowcipy zawsze bawią tylko mnie? Ogólnie wszytko było by ok. Duży zamek, można jakąś historyjkę zmontować żeby dało się nieźle sprzedać gdyby nie ten pierdolony „zamkowy”. Na początek myślałem ze mu tam dojebało na maxa. Sam teraz mieszkał w tym zamczysku. Przyjebał mi tak ze nakryłem się nogami a ocknąłem się dopiero przywiązany.. do jak by to nazwać.. kolczastego krzesła..
Nie będę się rozpisywał bo nie chce sobie tego przypominać.. ale ten potwór przywiązał jeszcze Oriannę. Wszystko pamiętam jak przez „krwawą mglę” . Sukinkotowi było jeszcze mało wiec postanowił powoli wytoczyć ze mnie krew nabijając moje nadgarstki w te kolce krzesła. Ślicznotkę też ostro pokiereszował.. Pode mną powiększała się kałuża krwi.. oczy zachodziły mi mgłą.. ból ustawał… odpływałem.. Po czym pamiętam coś… co zmieniło mnie już na zawsze.. Ten potwór wlał mi do ust odrobinę płynu.. nie pamiętam smaku bo wymieszał się z smakiem mojej własnej krwi która miałem w ustach..
Dziwne ciepło rozpływało się po moim ciele.. Byłem pewien ze już umarłem.. ale nadal tam byłem.. czułem ze jestem… ale jakiś odmieniony.