Samotnik
lut7
Na szczycie wzgórza ,obok sterty kamieni, ze spękanej i spalonej słońcem ziemi wyrasta niewielki krzew. Spragniony i osamotniony, jedynie od czasu do czasu smagany powiewem wiatru, który w ten sposób daje o sobie znać.
Tym razem jest inaczej. Nawet jedyny przyjaciel wiatr się nie pojawił. Nomadowie zamieszkujący te ziemie uznaliby to za omen, znak nadejścia czegoś czego nawet nieśmiertelny pustynny wiatr się lęka. Mieliby rację.
Ciszę przerywa głuche dudnienie, to ziemia drży. Małe drobinki pisaku podskakują rytmicznie z każdym wstrząsem. Potężny wierzchowiec parsknął, uderzając okutymi kopytami nieopodal krzewu. Jego długa kasztanowa grzywa opadła ciężko na bok. Jeździec gładzi grzbiet konia skórzaną rękawicą by go uspokoić. Po chwili zeskakuje poprawiając długą pelerynę. Odziany w zbroję rycerską i tunikę z symbolem krzyża sprawia wrażenie niepokonanego, chociaż jego ekwipunek ewidentnie pochodzący z zachodu nosi znaki przebytej podróży. Przypasany do rumaka miecz również sprawia wrażenie sfatygowanego. Rycerz jest daleko od domu. Co go sprowadziło aż tutaj?
