‘Koteria’

Dzieciństwo

mar
27

Gilbert wrócił do garażu. Stał tam Lincoln, stary, z lat osiemdziesiątych, w kolorze zielonym, dość podniszczony. Przesunął dłonią po jego masce, po czym zaczął sięgać do środka auta do dźwigni otwierającej go.

Już niebawem zrobię z ciebie bóstwo, jakbyś dopiero co wyjechał z fabryki, a może i nawet lepiej.

Podniósł maskę. Ubrany był tylko w spodnie dresowe, ale nie poszedł po nic do okrycia się, nie zaprzątał sobie tym głowy, był w swoim żywiole. Podszedł do szafki z narzędziami. Wyjął z niej kilka narzędzi i ruszył w stronę auta.

Spojrzawszy na klucz, chwilę się zatrzymał, obrazy z przeszłości zaczęły powracać…

Czytaj całość »

Ostatni pocałunek

mar
24

„Rozpłakały się ostatnie dźwięki

W oczekiwań przeraźliwe jęki:

Ha- daremno – daremno -  daremno…

Wszędzie głucho i straszno – i ciemno…

Krzyk ogromny w moim sercu bije,

Niby orzeł ślepy – obłąkany.

Krzyk ogromny wyciąga swą szyję –

Na niej dzwonią zardzewiałe kajdany –

A rozdarte krwawiące źrenice

Patrzą w pustkę – i mrok – i tęsknicę.

Tadeusz Miciński – Resurrecturi

Czytaj całość »

Marsz milczenia…

mar
19

Idę. Tłum przesuwa się w ciszy po ulicach. Światełka świec migoczą, nadając całej milczącej procesji  posmak nierealności. Szept.

Zabij…

Ktoś to powiedział? Rozglądam się. Obok mnie idzie Zed czujnie rozglądając się wokoło. To nie on.

Zabij, zabij…

Kto? Dookoła sami ludzie.

Zabij, zabij wszystkich…

To głos w mojej głowie.

Czytaj całość »

Gilbert Gerymore

mar
14

gilbert-r3 Piękna bezchmurna noc. Tarcza księżyca w pełni pięknie lśni nad miastem Chicago.

Młody mężczyzna idzie bez wyraźnego celu przed siebie skrajem ulicy. Ręce w kieszeni, kopie napotykane śmieci i z lekką zadumą spogląda w stronę miasta, tych wielkich, wspaniałych budowli.

Kiedyś, któregoś dnia…

Usiadł na ławce. Właśnie w tej chwili minęła go piękna, czarna limuzyna. Z szyberdachu wychylały się dwie piękne młode kobiety oraz jeden niezbyt atrakcyjny, grubawy i łysawy jegomość. Młody mężczyzna odprowadził ich zniesmaczony wzrokiem i ponownie spojrzał w stronę miasta, na tą piękną łunę świateł.

Czytaj całość »

Koniec pojedynku…

mar
13

Ciskam niedopałek. Zed został pokonany. Szkoda tylko, że tak właściwie, to nie wie o co walczył.

Pojedynek. Anachronizm, z czasów kiedy to mężczyzna musiał bronić swego honoru, lub czci kobiecej za pomocą zimnej stali. Walka między dwoma honorowymi  ludźmi.

Hrabia pozuje na honorowego, natomiast Zed jest dzieckiem innych czasów. Dla niego, jak dla większości ludzi z tych czasów,  pojęcie honoru jest obce. Dziwię się, że dał się w to wciągnąć.

Prawdziwy romantyk z naszego hrabiego.  Z jednej strony zimny biznesmen, z drugiej rycerz walczący w obronie damy swego serca. Szkoda tylko, że ten szlachetny rycerz posługuje się plugastwem, aby  wygrać „honorowy” pojedynek. Śmiechu warte. I czy walczył naprawdę o dobre imię Orianny? Czy może po to aby zaprezentować swoje przewagi wobec spokrewnionych zebranych na konklawe?  Wszak zrobi się z tego głośna sprawa.  Widzę reakcje świadków.

Muszę go pilniej obserwować, nie od dzisiaj widzę w nim zagrożenie dla nas. Nie zmartwiło by mnie gdybym zobaczył go bez głowy…

Czytaj całość »

Mężczyzna miał na imię Bill…

mar
6

Wśród swoich znajomych uchodził za twardziela, teraz jednak trząsł się i pocił. Stojący za nim czarnoskóry gigant stał nieruchomy niczym posąg. Uwaga Bila skierowana była jednak na człowieka siedzącego na sofie. Mężczyzna zdawał się nie zauważać skupionego na sobie wzroku. W zadumie wertował gruby wolumin leżący przed nim na stoliku, od czasu do czasu poprawiając spadające mi na twarz dredy. Drugą ręką, jakby bezwiednie bawił się włosami przytulającej się do niego czarnowłosej dziewczyny.

 

Czytaj całość »