Upadek bluźniercy
sty12
Lekko z gracją stąpając po bursztynowym piasku, zbliżała się do mnie,
jej kocie ruchy pełne zwierzęcego magnetyzmu zniewalały me oczy,
hipnotyzowały ciało.
Przy najdelikatniejszym ruchu, jej szkarłatna suknia wiła się
w wyuzdanym tańcu pożądania, odsłaniając coraz śmielej
smukłe, alabastrowe ciało.
Długie loki kruczych włosów nieśmiale opadały, składając
swe pocałunki na jej nagie ramiona, bezwstydnie pieszcząc przy
tym jej delikatną szyję…
Z każdym krokiem jej bosych stóp, czułem się coraz bliżej
piekielnego raju – ogrodu dzikiej namiętności. Z każdym najdrobniejszym
ruchem jej kształtnych bioder, moje zmysły zbliżały się do granic
poznania, do otchłani zatracenia się w pozaziemskiej rozkoszy.
