C.W. Zapomniane dzienniki
sty24
1986 wrzesień Kansas
…….Dzisiaj była rocznica śmierci mamy. Ale to nie przeszkadzało ojcu w pochłanianiu whiskey. Znowu musieliśmy go z bratem przenosić z werandy do sypialni. Rzygał pod siebie jak kot i niemiłosiernie śmierdział szczynami.Czasami mam
ochotę skrócić jego cierpienia. Jeremy mówił że on nie potrafi inaczej, od śmierci mamy alkohol stał się jego kochanką. Stary drań nie pamięta już że ma dwóch synów, po co on w ogóle jeszcze żyje……..
…….Jeremy znalazł ojca w stodole, oczywiście pijanego. Skurwiel chciał się powiesić,ale jego nieudolność nawet na to mu nie pozwala. Brat mówił że wisiał ale lina się przerwała i stary idiota spadł na ziemie łamiąc sobie rękę. Teraz jest w szpitalu. Oby tam zdechł……
…….Byłem z bratem w jakimś niewielkim przydrożnym barze, około 70 mil od Kansas. Miał się tam spotkać z jakimiś kolegami po fachu. Okrutna speluna, ciemna i zadymiona. Widziałem że rozmawiał z jakimś dziwnym typkiem, wyglądał na nowojorczyka. Jeremy dał mu jakąś torbę, wypił z nim drinka i wyszliśmy. Całą drogę zastanawiałem się co mój brat ma z nim wspólnego ? Bałem się zapytać. I tak by mi nie odpowiedział. Chciałem iść do szkoły policyjnej, on tego nie pochwalał, zawsze mówił „… policja to obroża dla ludzi, nie pomaga tylko szkodzi…”. Ojcu to wisiało co się ze mną dzieje, ale na zdaniu Jeremiego mi zależało……
……Pośrednik. Jest zawszonym pośrednikiem, mój własny brat. Znalazłem w jego rzeczach kokainę i parę sztuk broni. Jasne jest teraz dla mnie że sprzedawał to temu kolesiowi z knajpy. Cholera, po to mnie tam zabierał. Nigdy nie będę taki jak on. Jadę z przyjacielem do Nowego Jorku……





